Komentarz do Liturgii Słowa na 33. Niedzielę zwykłą, o. Grzegorz Mazur OP

„Dobrze, sługo dobry i wierny! Wejdź do radości twego pana!” Któż z nas nie chciałby usłyszeć od Boga takich słów przy końcu ziemskiego życia? Któż nie chciałby zasmakować w Bożej radości bez żadnych ograniczeń i przeszkód, na wieki?


Człowiekiem, który w dzisiejszej Ewangelii udaje się w podróż i powierza sługom srebro (talenty) jest Jezus. Słudzy reprezentują wspólnotę wierzących – to biskupi, kapłani, kaznodzieje, nauczyciele, doktorzy, a według niektórych komentatorów wszyscy chrześcijanie. Wstępując do nieba Pan w pewnym sensie zostawił Kościół (stał się dla nas niewidoczny w ludzkim ciele), ale wiemy, że wróci w Dniu Ostatecznym, by dokonać sądu (czyli sprawdzić, jak postąpiliśmy z powierzonym nam srebrem).


Różnie interpretowano talenty w dziejach Kościoła – jako stopnie znajomości Pisma Świętego (Orygenes), charyzmaty albo dary naturalne – zdolności, umiejętności, które w akcie stwórczym otrzymaliśmy od Boga. Pomnażanie talentów to nic innego jak wzrost w kochaniu i rozumieniu Słowa Bożego oraz coraz głębsze życie Nim na co dzień. To dobre uczynki, płynące z miłości i wiary. Zakopywanie talentów oznacza brak duchowego rozwoju, niezdrowe skupienie na sobie, zaniedbywanie bliźnich, lęk przed życiem Ewangelią i związanym z tym ryzykiem.


Trzeci sługa, który otrzymał najmniej srebra, boi się cokolwiek z nim zrobić, nawet oddać do banku na procent. Sparaliżowany lękiem przed niepowodzeniem idzie po linii najmniejszego oporu. Pan nie wypomina mu lenistwa, tylko gnuśność (brak energii, chęci do działania) oraz nieużyteczność. Nieszczęsny sługa tkwi w życiowym marazmie, ponieważ ma fałszywy obraz swojego pana: „wiedziałem, że jesteś człowiekiem twardym: żniesz tam, gdzie nie posiałeś i zbierasz tam, gdzie nie rozsypałeś”. Przeświadczenie to nie wynika z obiektywnej oceny ani osobistej relacji z panem, ale z myślowych stereotypów i uprzedzeń, z obawy przed zaufaniem, z zamkniętego i uporczywego serca. Takie serce nigdy nie zazna trwałej, głębokiej radości, nigdy nie otworzy się na prawdę o Bogu i bliższą więź z Nim.


Jak okazać się dobrym i wiernym sługą? Przede wszystkim uznać swój dług wobec Pana. Każde dobro, które posiadamy lub osiągamy pochodzi od Niego. „Cóż masz czego byś nie otrzymał?” (1 Kor 4,7) – pyta retorycznie św. Paweł. Bóg kocha nas bez żadnych ograniczeń, dlatego wszystko Mu zawdzięczamy. Nikt z nas tu na ziemi nie jest na swoim. Operujemy kapitałem otrzymanym za darmo i będziemy z tego rozliczeni. Jesteśmy uczniami, a bycie uczniem zakłada ryzyko. Jak je oceniać i przekraczać? Przepracowując ludzkie ograniczenia, które nas izolują i zamykają na Boga i bliźnich. Dbając o zażyłość z Panem, która daje wolność wobec zmartwień, obaw i lęków. Nie tyle ci, co mało mają, ile raczej ci co niewiele dla Mnie i ze Mną robią, zostaną pozbawieni tego co mają, choćby nie mieli prawie nic – mówi nam dzisiaj Pan Jezus.


Szczerze podziękujmy Mu dziś na modlitwie za wszystko co mamy. Doceńmy całe to dobro, okażmy za nie wdzięczność. Pytajmy też pokornie, co robimy i co możemy jeszcze zrobić, współpracując z łaską, aby usłyszeć kiedyś z Bożych ust: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Wejdź do radości twego pana!”