Tytułowe powiedzenie – bardziej niż do katolickiego portalu – nawiązuje do halloweenowej zabawy amerykańskich dzieci. Zastanawiając się nad zbliżającym czasem Wielkiego Postu, zauważyłem, że wbrew pozorom bardzo pasuje.Czas Wielkiego Postu to okres 40 dni. Dla jednych jest czasem głębokiego przeżywania swojej wiary, dla drugich odkrywania samego siebie, dla innych nic nie znaczącymi dniami w kalendarzu. Odważę się stwierdzić, że na swój sposób, ale Wielki Post obchodzą również niewierzący. Może to kontrowersyjne stwierdzenie skłoni Was, aby jeszcze raz przeczytać tytuł tego tekstu. No właśnie cukierek albo psikus.Kończy się karnawał, postanowienie „Nowy Rok, nowy ja” jest nieaktualne, tłusty czwartek też już minął. Wtedy na nowo w ludziach budzi się ambicja. Kolejne postanowienie, może już nie z siłownią, ale post bez fajek, zero słodyczy no i mniej telewizora oczywiście, żeby wziąć się za sferę intelektualną (ach ten Netflix).Tylko, czy jako Katolik właśnie w taki sposób mam przeżywać Wielki Post? Stanowczo nie! Przede wszystkim jeżeli coś jest złe (czyt. papierosy) ze swojej natury nie może być moim wyrzeczeniem w celu budowy relacji z Bogiem. Przecież ten czas jest właśnie po to. Kościół daje ten święty okres, abyśmy jako ludzie mogli spotkać się z Bogiem i skruszyć swoje serca. Z pełną pokorą wyznać gdzie mi go brakuje oraz dlaczego nie chcę go tam dopuścić. Dostając nieskończoną ilość przeróżnych bodźców, nie jest łatwo odkryć prawdziwą naturę w jakiej powinniśmy trwać przy Bogu.Wracając do cukierka, to, żeby nie było, nie uważam, że ograniczenie słodyczy jest złe. Wręcz przeciwnie, kiedyś w końcu trzeba się wziąć za siebie, a jeżeli przy okazji Wielkiego Postu to bardzo dobrze, tylko najpierw w moim życiu na odpowiednim miejscu musi być ten Najważniejszy. Ten argument jest koniecznością, ponieważ pod pozorem troski o swoje ciało i umysł, bardzo łatwo jest zapomnieć o swojej duszy. Kiedy tak się stanie rozpoczynamy proces banana. W moim autorskim badaniu zauważyłem, że kiedy skupiam się na innych aspektach, a nie umiem ich ze sobą połączyć, te zapomniane zaczynają gnić i cuchną. Tak jest z bananem, który położony w rogu kuchni i zapomniany zaczyna robić się czarny, potem zalatuje od niego nieprzyjemna woń, a w między czasie pojawiają się muszki (bardzo irytujące). Jeżeli odkryjemy to w odpowiednim momencie, jeszcze jest szansa na uratowanie chociaż pewnej części, która się nadaje. Jak będzie za późno to banan będzie gnił dalej i coraz bardziej śmierdział, co się stanie potem nie będę rozwijał. Jeżeli nie zauważymy grzechu stajemy się jak ten banan. Nasza bariera obrona – czyste sumienie – zaczyna się robić czarne, diabeł – muszki – jeszcze usilniej dobierają się do tego co pod spodem. Na końcu cały człowiek jest już tak zrujnowany, że nadaje się tylko do wyrzucenia.Nikomu nie życzę, aby zgnił do końca. Jednak nawet jeśli tak się stanie to Chrystus ma moc oczyszczenia. On swoją mocą wyrzuca z nas starego zgniłego grzesznika i daje nam nowe życie w czystości Bożego dziecka. Właśnie takim czasem jest Wielki Post. Czasem oczyszczenia, zerwania zgniłej skórki, niekiedy nawet wyrzuceniem całego banana, po to, aby przez Misterium Paschalne stać się NOWYM CZŁOWIEKIEM!P.S. Polecam wysłuchać przyjemna piosenkę „Oto są baranki młode”, niech ona będzie motywem przewodnim naszej wędrówki, do czasu Świętej Nocy.

552 udostępnieniaLubię to!KomentarzUdostępnij





