
Żródła historyczne podają, że Krzysztof urodził się w III w. w Azji Mniejszej i zginął śmiercią męczeńską za panowania cesarza Decjusza. Reszta to legendy. Ponoć był bardzo wysoki i silny. Wyruszył w podróż, by odnaleźć największego władcę na świecie i oddać mu się na służbę. Napotkany pustelnik przekonał Krzysztofa, iż nikt nie jest potężniejszy od Boga, i tak nawrócił go na chrześcijaństwo. Krzysztof uznał, że nie jest jego powołaniem służyć Panu postem i modlitwą. Postanowił wykorzystać swoje talenty. Gdy więc pustelnik opowiedział mu o rzece, której prąd był tak silny, że wciągał niemal każdego, kto usiłował przez nią przeprawić, Krzysztof uznał, że najlepiej będzie służył Bogu, gdy osiądzie nad brzegami Jordanu i będzie przenosić pod- różnych przez rwące wody.
Ciężkie brzemię
Pewnego dnia nad brzegiem pojawiło się dziecko. Krzysztof posadził je na swych szerokich barkach i wkroczył w nurt. Lecz z każdym krokiem czuł coraz większy ciężar i z największym jedynie trudem dotarł na drugi brzeg. Gdy tam się zna- leźli, spytał dziecka kim jest, a ono odrzekło mu – „Jam jest Jezus, twój Zbawiciel. Dźwigając mnie, dźwigasz cały świat”. Potem Pan powiedział Krzysztofowi, by nad brzegiem wbił w ziemię swój kij, a ten obsypie się kwieciem. Tak też się i stało i cudów nawrócił wielu, lecz rozgniewał panującego króla, który nakazał uwięzić Krzysztofa, torturować go, a na koniec obciąć mu głowę. Choć postać Krzysztofa usunięta została z chrześcijańskiego kalendarza w roku 1969, przez stulecia pozostawał on patronem i opiekunem podróżników. Jego imię — oznaczające „niosący krzyż” – uczy nas zaś, że chcąc dobrze służyć Bogu, musimy być przygotowani na to, by dźwigać na własnych barkach ciężar całego świata.





