17. stycznia 2021, II Niedziela zwykła rok B.

Komentarz do czytań,
ks. Grzegorz Mazur

𝑷𝒊𝒆𝒓𝒘𝒔𝒛𝒆 𝒄𝒛𝒚𝒕𝒂𝒏𝒊𝒆 (1 Sm 3, 3b-10. 19)
𝑷𝒔𝒂𝒍𝒎 (Ps 40(39), 2ab i 4ab. 7-8a. 8b-10 (R.: por. 8a i 9a)
𝑫𝒓𝒖𝒈𝒊𝒆 𝒄𝒛𝒚𝒕𝒂𝒏𝒊𝒆 (1 Kor 6, 13c-15a. 17-20)
𝑨𝒌𝒍𝒂𝒎𝒂𝒄𝒋𝒂 (Por. J 1, 41b. 17b)
𝑬𝒘𝒂𝒏𝒈𝒆𝒍𝒊𝒂 (J 1, 35-42)

„Jan stał wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: «Oto Baranek Boży». Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem.

Jezus zaś, odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: «Czego szukacie?» Oni powiedzieli do Niego: «Rabbi! – to znaczy: Nauczycielu – gdzie mieszkasz?»

Odpowiedział im: «Chodźcie, a zobaczycie». Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej.

Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: «Znaleźliśmy Mesjasza» – to znaczy: Chrystusa. I przyprowadził go do Jezusa.

A Jezus, wejrzawszy na niego, powiedział: «Ty jesteś Szymon, syn Jana; ty będziesz nazywał się Kefas» – to znaczy: Piotr.”

Komentarz do liturgii słowa 2. niedzieli zwykłej w roku B (17 stycznia 2021).

Co mam robić w życiu? – pytają niekiedy ludzie, zwłaszcza młodzi. Jakie studia wybrać, jaką pracę? Z kim się ożenić, za kogo wyjść za mąż? A może zdecydować się na zakon lub seminarium? Co jest moim powołaniem? Jak je odnaleźć?

Czytania dzisiejszej niedzieli pokazują nam trzy etapy odkrywania swojego powołania. Pierwszy etap to nauka słuchania. Młody Samuel nie potrafi jeszcze odróżnić głosu kapłana Helego od Bożego głosu, który wyraźnie brzmi w jego uszach i sercu. Potrzebuje kontaktu z Helim, jego mądrości i prowadzenia, aby rozpoznać Boże wezwanie i na nie odpowiedzieć, by wychwycić głos Pana spośród wielu innych, które docierają z zewnątrz. Podobnie jest w naszym życiu – nie rozeznajemy powołania w pojedynkę, ale w Kościele. Nie samotnie, ale we wspólnocie. Nie w zgiełku, którym częstuje nas świat, ale w ciszy Bożej Obecności. I tak jak Samuel potrzebujemy pomocy kogoś doświadczonego i zaufanego (duszpasterza, spowiednika kierownika duchowego).

Drugi etap to pokładanie nadziei w Panu. Praktyczna wiara w to, że wola Boża względem mnie stanowi najlepszą opcję na moje spełnienie i szczęście. Korzystniejszego scenariusza po prostu nie ma. Przychodzę, Boże, pełnić Twoją wolę – wyznaje psalmista. I nawet jeśli doświadczam potknięć, słabości, również tych cielesnych, nie należę już do samego siebie. Czynię Boga moim Panem i Królem, uznaję, że to ON ma nade mną władzę. Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest przybytkiem Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? – pyta nas dziś św. Paweł. Przyjęcie siebie w swoim ciele, w swojej zmysłowości, w kobiecości i męskości, to podstawa każdego powołania. Nie do końca jest prawdą, że mamy nasze ciała. Nie tyle je mamy, co nimi jesteśmy. A skoro tak, to nie możemy pomijać cielesności w rozwoju duchowym albo szukać Boga jedynie poza nią. Powołanie zawsze realizuje się poprzez ciało w żywej relacji z Duchem Świętym, który czyni nas Swoją świątynią, uczy rozpoznawania Bożych dróg i pełnienia Bożej woli.

Ostatni, trzeci, etap odkrywania powołania widzimy w dzisiejszej Ewangelii. Jan [Chrzciciel] stał wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: «oto Baranek Boży». Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. W tamtych czasach uczniowie świadczyli o znaczeniu, prestiżu swojego mistrza. Jan Chrzciciel rozumie jednak, że prawdziwy Mistrz może być tylko jeden i że on nim nie jest. Dlatego daje świadectwo o Panu Jezusie nawet własnym uczniom. W rezultacie, niektórzy jego uczniowie stają się uczniami Jezusa. Jan Chrzciciel nie próbuje ich zatrzymać przy sobie, nie boi się, że za chwilę straci na znaczeniu w oczach ludzi, być może nawet nie będzie miał z czego żyć. Jan jest człowiekiem pewnym swojego powołania, zna swoje miejsce i wie, co ma robić, dlatego nie martwi się o przyszłość i nie poświęca uwagi względom ludzkim. Czy szukając własnego powołania, żyjąc nim, nie próbuję zatrzymać jakiejś wartości, relacji, przywiązania tylko dla siebie? Czy nie boję się oddawać Panu Bogu wszystkiego, nawet tego co w ludzkim mniemaniu najcenniejsze, najbardziej prestiżowe?

Trzy etapy odkrywania powołania, o których mówi nam w dzisiejszej liturgii Słowo Boże, nie zakładają sztywnej chronologii, nie następują po sobie linearnie i nie są na zaliczenie jak poziomy w grze komputerowej. Tak naprawdę towarzyszą nam, chrześcijanom, przez całe życie, choć w różnych okresach domagają się różnej uwagi i pracy. Który etap dzisiaj jest najbardziej mój? Na którym z nich mam najwięcej do zrobienia?

ks. Grzegorz Mazur

Zostaw komentarz