W stronę Wschodu. Dlaczego w Mszy trydenckiej wszyscy patrzymy w tę samą stronę?
Kiedy pierwszy raz uczestniczyłam w Mszy trydenckiej, jedna z pierwszych rzeczy, które mnie uderzyły, to to, że kapłan… nie patrzy na nas. A raczej, że patrzy tam, gdzie my. W tę samą stronę.
To jest zupełnie inny klimat niż w znanej nam dziś w większości liturgii Nowej Mszy. Nikt nie „występuje” przed zgromadzeniem. Nie ma poczucia, że jesteśmy widownią, a kapłan, prowadzącym wydarzenie. Wszyscy stoimy jak jedna wspólnota, zwróceni w kierunku, który w tradycji chrześcijańskiej ma szczególne znaczenie – ku Wschodowi.
Dlaczego Wschód?
Od najdawniejszych czasów chrześcijanie modlili się zwróceni tam, gdzie wschodzi słońce. Nie chodziło o astronomię, ale o symbol. Słońce wschodzące rozprasza mrok. Tak, jak Chrystus rozprasza ciemności grzechu. Biblia nazywa Go „Słońcem Sprawiedliwości”. Wschód przypominał też o czymś jeszcze: że czekamy na Jego powrót, bo przecież Pan obiecał, że przyjdzie ponownie.
To trochę tak, jakbyśmy w modlitwie wszyscy ustawiali się na peronie, wpatrując się w ten sam punkt horyzontu, z którego ma nadejść Ten, na którego czekamy.
Kapłan na czele pielgrzymki.
Kiedy kapłan stoi ad orientem, idzie razem z nami w modlitwie. Nie jest kimś, kto odwraca się, żeby nas przekonywać. Raczej przypomina przewodnika w górach, idzie pierwszy, ale w tym samym kierunku, z tą samą nadzieją. To daje poczucie, że naprawdę jesteśmy jednym ludem w drodze.
Co to robi z sercem?
Takie ustawienie ma w sobie ogromną siłę. W Mszy ad orientem łatwiej jest zapomnieć o tym, kto gdzie stoi, a skupić się na Tym, dla którego tu jesteśmy. Kapłan nie „gra roli” – on się modli. A my razem z nim. Wszyscy wpatrzeni w ten sam cel.
Jest w tym coś wyzwalającego: nie muszę się rozpraszać, patrzeć, co kto robi. Mogę po prostu być w ciszy, w skupieniu, w tej wspólnej przestrzeni modlitwy.
Nie tylko tradycja – język gestów.
Można powiedzieć, że ad orientem to nie tylko tradycja sprzed wieków. To język gestów, który mówi więcej niż słowa: „Jesteśmy razem. Idziemy w stronę Boga. Czekamy na Jego przyjście.”
A kiedy w czasie Mszy, stojąc razem z kapłanem, patrzymy w tę samą stronę, w sercu rodzi się prosta modlitwa:
„Przyjdź, Panie Jezu.”





