„Trwajcie w miłości mojej!” – słyszymy dziś z ust Pana Jezusa. Co jest kluczem do wytrwania w Jego miłości? Odpowiada sam Pan: „jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej”. Jak zachowywać przykazania i naprawdę nimi żyć? W świetle dzisiejszego pierwszego czytania: rozwijając cnotę pokory. Piotr z pokorą traktuje Korneliusza, pokornie też głosi prawdę o tym, że „Bóg nie ma względu na osoby”. Ten Piotr, który ze wszystkich Apostołów zaliczył chyba najwięcej gaf i błędów, nigdy się nie zniechęcił i z pokorą przyjmował najsurowsze nawet lekcje z ust Pana Jezusa. Dzięki pokorze Piotr nie tylko doświadczył Bożej miłości, ale do końca w niej wytrwał.
Pokora wiąże się z cnotą umiarkowania, reguluje pragnienie bycia podziwianym przez ludzi, jest więc skutecznym lekarstwem na takie wady jak próżność i pycha. Pokora leczy nas z porównywania się i wynoszenia ponad innych. Człowiek pokorny nie ma potrzeby udowadniania nikomu czegokolwiek, bo zna swoją wartość. Nie udaje kogoś, kim nie jest. A jeśli szuka w kimś potwierdzenia, to tylko w Panu Bogu.
Pamiętam, jak kiedyś – a było to gdzieś pod koniec podstawówki – ksiądz katecheta opowiedział nam na lekcji religii taką historię. Wyobraź sobie wystawną ucztę, przy której siedzi król, jego ministrowie, szlachta, potem zwykli obywatele, a na końcu najbiedniejsi i żebracy. Zostałeś zaproszony na tę ucztę, przyjąłeś zaproszenie, ale trochę się spóźniłeś. Wchodzisz i widzisz, że wszyscy już siedzą przy stole, pytanie, gdzie usiądziesz ty, tak żeby się nie wywyższać ani nie wynosić? Z żebrakami – odpowiedziałem odruchowo. A ksiądz na to: dobrze, ale wtedy nie będziesz pokorny. Człowiek pokorny usiądzie na swoim miejscu; nie za wysoko, nie za nisko. Nie jesteś żebrakiem wobec Boga, tylko jego córką lub synem; dziedzicem, kimś bogatym w łaskę. To jest Twoja tożsamość, którą otrzymałeś na chrzcie św. Jeśli jesteś ministrem, usiądź wśród ministrów, jeśli szlachcicem, zajmij miejsce ze szlachtą…
Pokora polega na tym, że znam swoje miejsce w życiu. Nie celuję za nisko, ani za wysoko. Pokora nie ma więc nic wspólnego z pogardą wobec siebie. Z pomniejszaniem i niedocenianiem siebie. Z wycofywaniem się, chowaniem głowy w piasek… Człowiek pokorny trwa w miłości, bo nie przestaje kochać siebie, nawet wtedy gdy inni negatywnie go oceniają lub krytykują. To, że ktoś źle o mnie myśli, nie oznacza, że mam przestać siebie szanować i wpaść w kompleksy. Wcale nie muszę też od razu udowadniać temu komuś, że nie ma racji. Pokora to wolność kochania siebie, również we własnej biedzie, to umiejętność patrzenia na świat znacznie szerzej niż tylko przez pryzmat słabości i błędów (swoich lub cudzych). Taki był Piotr. W tym tkwi Jego wielkość, to dlatego Pan Jezus uczynił go skałą, na której buduje Kościół.
Czy znam swoje miejsce w życiu? Jak siebie traktuję? Czy przyjmuję miłość od Pana po to, by kochać się w wolności Bożego dziecka, a nie niewolnika lub żebraka? W jakich obszarach wciąż trudno mi trwać w miłości? Gdzie wciąż jestem niepokorny?
