Zdarza się, że za główny wyznacznik katolickiej moralności uznajemy Dziesięć
Przykazań. Trochę to niefortunne, bo Pan Jezus przyszedł do ludzi, którzy w
większości znali już i zachowywali Dekalog, a przecież nie byli chrześcijanami.
Nauczanie Jezusa zawiera dużo więcej – nie tylko pogłębia treści zawarte w
Przykazaniach, ale wprowadza do nich zupełnie nową jakość i punkt odniesienia.
Serce chrześcijańskiej moralności to nie zakazy ani nakazy, nie powinności czy
wartości, ale Błogosławieństwa wraz z Kazaniem na Górze.
Według św. Augustyna rozdziały od piątego do siódmego Ewangelii według św.
Mateusza (Mt 5-7) to „magna charta” życia chrześcijańskiego, szczyt ewangelicznej
moralności i duchowości. Św. Tomasz z Akwinu uczył, że tekst ten jest podstawową
wykładnią nowego prawa – nie według litery a Ducha. Żywy Bóg, Duch Święty,
prowadzi człowieka ku szczęściu, ukierunkowuje jego osobistą wolność, aktywuje ją
na nadprzyrodzonym poziomie. Tu zaczyna się chrześcijaństwo. Nie w momencie, w
którym człowiek uznaje, że Bóg jest dla niego najważniejszy, ale wtedy, kiedy
pozwala Mu się poprowadzić.
Błogosławieństwa, o których mówi nam dziś Ewangelia, to początek Kazania na
Górze. Św. Augustyn widział w nich drogę do szczęścia, składającą się z siedmiu
stopni. Dlaczego nie z ośmiu? Ponieważ jego zdaniem, ósme błogosławieństwo jest
podsumowaniem poprzednich i powrotem do punktu wyjścia – obietnicy Królestwa.
Ścieżka Błogosławieństw zaczyna się od nawrócenia (pierwsze trzy) i przeradza w
dążenie do mądrości (kolejne cztery). Jest drogą cnót: pokory, posłuszeństwa,
czynienia pokuty, poszukiwania sprawiedliwości, czystości serca, zabiegania o pokój i
sprawiedliwość. Błogosławieństwa udzielają odpowiedzi na pytanie o szczęście, które
dla większości ludzi ma charakter fundamentalny, ponieważ wypływa z wrodzonego,
naturalnego pragnienia dobra i piękna. Pytanie to inspiruje i motywuje do poszukiwań
oraz osobistego rozwoju. Kiedy człowiek słyszy, co powinien lub musi zrobić, aby
dobrze żyć, to z reguły uruchamia się w nim odruch obronny. Prawie nikt nie lubi
moralności przymusowej. Jaki sens ma wypełnianie z zewnątrz narzuconych,
najszczytniejszych nawet, norm? Kiedy jednak pada pytanie o szczęście, to zazwyczaj
szybko znajduje pozytywny oddźwięk w ludzkim sercu, ponieważ każdy chce być
szczęśliwy. Chrześcijanin dba o moralność i żyje w zgodzie z najwyższymi jej
standardami nie po to, by wypełnić jakiś zestaw nakazów i zakazów, ale po to, by być
spełnionym i szczęśliwym.
Błogosławieni ubodzy w duchu, pokorni sercem, bo do nich należy Królestwo
Niebieskie. Błogosławieni Ci, którzy się smucą – rozpoznają swój grzech i żałują;
smutek prowadzi ich ku nawróceniu, nie do rozpaczy. Błogosławieni cisi (łagodni),
poddani woli Bożej – zachowują głęboką stabilność w trudnych, życiowych
sytuacjach. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości – Duch Święty
wspiera ich darem męstwa. Błogosławieni miłosierni – potrafiący kochać i
przyjmować innych wraz z ich ograniczeniami oraz słabościami. Błogosławieni,
którzy dbają o czystość serca – będą widzieć Boga wokół oraz lepiej rozumieć Jego
Słowo. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój – nie tylko wiedzą o tym, że są
córkami i synami Boga, ale osobiście doświadczają Bożego dziecięctwa i otrzymują
dar mądrości.
Pomódlmy się dziś tekstem Błogosławieństw. Spróbujmy odnaleźć się w ich optyce i
logice, weryfikując nasze codzienne postępowanie w kluczu szczęścia prawdziwego i
trwałego; takiego, którego nikt nam nie zabierze i które nigdy nie przeminie. Amen
