Komentarz do Liturgii Słowa na 15. Niedzielę Zwykłą (10 lipca) – ks. Grzegorz Mazur 😇
Cierpliwość Pana Jezusa jest zadziwiająca. Wie, że faryzeusze i uczeni w Piśmie wystawiają Go na próbę, a mimo to wykorzystuje każdą okazję, by choć trochę przybliżyć ich do prawdy o Sobie i swoim Królestwie.
Pytanie „kto jest moim bliźnim?”, jakkolwiek ważne, było dość banalne i padło w celu samousprawiedliwienia się. Jezus mógł skwitować je jednym słowem: „każdy”. Taka odpowiedź pozostałaby jednak bez echa w sercu uczonego w Prawie, co najwyżej jeszcze bardziej by go zawstydziła. Nie zawierałaby też wystarczającej zachęty ani do zmiany myślenia ani do działania. Dlatego Jezus posługuje się przypowieścią, którą żyjący w II wieku, wytrawny teolog i Ojciec Kościoła, św. Klemens Aleksandryjski, wyjaśniał z grubsza tak: rany zadane człowiekowi, wędrującemu do Jerycha, to nasze grzechy, gniew, pożądanie… Kapłan i lewita uosabiają chłodną religijność skupioną na czystości rytualnej. Przechodzą obojętnie i nic nie poradzą, ponieważ Stare Prawo nie ma władzy nad grzechem, a jego stróże nie umieją opatrywać ran. Samarytanin – przedstawiciel „głupiego narodu, przebywającego w Sychem”, jak bez ogródek wyraził się autor Mądrości Syracha (50,26) – to… Pan Jezus. Upadłą, poranioną ludzkość podnosi z grzechu. Uzdrawia każdego z nas, o ile to w Nim szukamy zdrowia, przyznając się do zranień, które nosimy w sercach na skutek grzechów własnych lub cudzych. Winem Słowa oraz oliwą Bożej pedagogii i filantropii Pan leczy choroby ducha, całą tę kruchość i słabość, która nas toczy i od Niego oddala. Wino, kiedy wylewa się je na ranę, szczypie, ale i dezynfekuje. Oliwa, z kolei, działa kojąco. Pan Jezus, najlepszy Lekarz, aplikuje jedno i drugie w doskonałych proporcjach, przywracając nam dobrostan i duchowy balans.
Miłosierny Samarytanin wsadza okradzionego i pobitego człowieka na swoje zwierzę. Tak samo Pan Jezus wynosi nas ponad to co tylko zwierzęce i zwraca godność pomniejszoną przez grzech. Umieszcza w Gospodzie, którą jest Kościół. Kościołowi daje dwa denary, czyli dwa Testamenty, a precyzyjniej przykazanie miłości Boga i bliźniego, w którym streszczają się Prawo i Prorocy.
Kościół to miejsce, w którym dochodzimy do siebie. Potrzebujemy Kościoła, by trwale wydobrzeć. By się zregenerować i nabrać sił. W Kościele uczymy się bycia bliźnim, czyli tego, jak przyjmować pomoc i jak z miłością nieść ją innym. Miłość jest kwiatem, miłosierdzie owocem. Jeśli kocham, będę miłosierny. Dla siebie i innych.
Kto jest moim bliźnim? Przede wszystkim ja sam. Ale także każdy kto znalazł się obok mnie i potrzebuje wsparcia. Ile takich osób mam wokół? Czy je zauważam? Z czego potrafię zrezygnować i jakie koszty ponieść, by wyświadczyć im miłosierdzie? Czy zdobywam się na cierpliwą troskę i współczucie również względem tych, którzy z własnej winy, przez swoje błędy, niekiedy lekkomyślne, zostali duchowo pobici i okradzeni z łaski?
Jeśli spodobał Ci się post, to:
Komentuj 💭
Udostępnij znajomym 🙌🏼

