Komentarz do Liturgii Słowa na 6. Niedzielę Wielkanocną (22 maja) – ks. Grzegorz Mazur 😇
1. czytanie (Dz 15, 1-2. 22-29)
Dekret Soboru Jerozolimskiego
Psalm (Ps 67 (66), 2-3. 4-5. 6 i 8 (R.: por. 4))
Niech wszystkie ludy sławią Ciebie, Boże
Albo: Alleluja
2. czytanie (Ap 21, 10-14. 22-23)
Miasto Święte
Aklamacja (J 14, 23)
Alleluja, alleluja, alleluja
Ewangelia na dziś
(J 14, 23-29)
Duch Święty nauczy was wszystkiego
„Jeśli mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę” – mówi nam dzisiaj Pan Jezus Miłość jest warunkiem zachowywania Bożej nauki, nie na odwrót. Miłość to punkt wyjścia. Nie normy, przykazania lub jakakolwiek forma poprawności moralnej, do której możemy dojść o własnych siłach. Ewangeliczne „prawo nowe” zakłada pierwszeństwo łaski: ludzki wysiłek musi się z nią spotkać, aby wydać trwały owoc. Jeśli zauważam dary łaski i z wdzięcznością na nie odpowiadam, dostaję kolejne. Św. Tomasz z Akwinu uczy, że tym, co najpotężniejsze w prawie nowego przymierza i w czym tkwi cała jego moc jest łaska Ducha Świętego, otrzymywana przez wiarę w Jezusa. Duch Boży uwalnia nas do tego by kochać Jego Miłością, a nie tylko naszą własną, ludzką.
Wciąż można spotkać chrześcijan, którzy mniej lub bardziej świadomie próbują zasłużyć na łaskę, czymś najpierw wykazać się przed Bogiem. Zaczynają od moralności skoncentrowanej na własnych wysiłkach, a Pan Bóg może im w tym co najwyżej pomóc. W rzeczywistości powinno być odwrotnie. To my pomagamy Bogu zrealizować Jego plan w nas i przez nas. Moralność przychodzi wtedy jako skutek a nie warunek bliskiej więzi z Nim. Ożywiana Duchem Świętym daje człowiekowi wolność, radość i szczęście. Inaczej kocha się Miłością Bożą niż tą czysto ludzką. Pod wpływem łaski każda cnota otrzymuje nową głębię i siłę, niedostępną dla tych, którzy dążą do moralnej dobroci po swojemu i na własną rękę. Mądrość, roztropność, sprawiedliwość, męstwo, pokora i wszystkie inne cnoty w moralnym organizmie chrześcijanina pracują o wiele lepiej, na nadprzyrodzonym poziomie, o ile karmi się on łaską.
W jaki sposób zachowuję Bożą naukę? Jak wypełniam przykazania? Czy próbuję być im wierny poprzez uciążliwe i na dłuższą metę męczące dostosowywanie się do zewnętrznych norm, zakazów i nakazów? Jeśli tak, to czas najwyższy zainwestować w relację z Duchem Świętym. Najlepiej poprzez dobrze przygotowaną i odbytą spowiedź, Eucharystię oraz modlitwę uwielbienia. Nic bardziej nie otwiera nas na Bożą Miłość i nic nie daje większej siły do życia Ewangelią niż poddanie się prowadzeniu Ducha. Modląc się codziennie, warto prosić o uważność i światło, by nie przeoczyć żadnego z Jego natchnień. Warto wołać o ufność, bo Duch jest nieprzewidywalny, „wieje kędy chce”. Życie z Nim nigdy nie jest nudne. Duch Święty bardzo troszczy się o naszą wolność, uczy nas kreatywności, podsuwa pomysły. Dobrze jest prosić Go o radę na co dzień, nie tylko przy podejmowaniu ważniejszych decyzji. To sprawdzona i pewna droga chrześcijańskiego dojrzewania. „Mając życie od Ducha, do Ducha się też stosujmy” (Ga 5,25) – zachęca św. Paweł.
Nie bójmy się trudności i przeszkód. Pojawią się, to pewne, ale nie bez powodu nazywamy Ducha Świętego Pocieszycielem. Miłość zawsze kosztuje. Wybór prawdziwego dobra rodzi w nas czasem krótkotrwały smutek, satysfakcja i radość przychodzą później. Wybór zła z kolei daje krótkotrwałą radość, po której ogarnia nas niespełnienie i pustka. Duch Święty jest najlepszym lekarstwem w obydwu tych sytuacjach. Pociesza nas w każdym smutku, dodaje otuchy i wskazuje drogę. Z Nim zawsze możemy zacząć od nowa. Podziękujmy Mu dzisiaj za Jego Mądrość i Moc, za Miłość, która czyni z nas ludzi spełnionych i szczęśliwych, czyli moralnie dobrych.
Komentuj 💬
