
𝑷𝒊𝒆𝒓𝒘𝒔𝒛𝒆 𝒄𝒛𝒚𝒕𝒂𝒏𝒊e (Syr 24, 1-2. 8-12)
𝑷𝒔𝒂𝒍𝒎 (Ps 147B, 12-13. 14-15. 19-20 (R.: por. J 1, 14))
𝑫𝒓𝒖𝒈𝒊𝒆 𝒄𝒛𝒚𝒕𝒂𝒏𝒊𝒆 (Ef 1, 3-6. 15-18)
𝑨𝒌𝒍𝒂𝒎𝒂𝒄𝒋𝒂 (Por. 1 Tm 3, 16)
𝑬𝒘𝒂𝒏𝒈𝒆𝒍𝒊𝒂 (J 1, 1-18)
Już trzeci raz czytamy ostatnio w liturgii prolog Janowej Ewangelii: w dzień Bożego Narodzenia, w ostatni dzień roku i dziś – w pierwszą niedzielę nowego roku, a drugą po Narodzeniu Pana.
Na początku nowego roku, Kościół przypomina nam o początku wszelkich początków, początku przez wielkie „P”, którym jest Bóg i Jego odwieczne Słowo. Ponieważ Słowo przyjęło ludzkie ciało i zamieszkało wśród nas, każdy moment ludzkiego życia, z rozpoczęciem nowego roku włącznie, może stać się zalążkiem rokujących zmian. Bóg, który jest Panem czasu, ma władzę przemienić każdy, najgorszy nawet koniec w nowy, obiecujący początek. Kiedy spadają na nas niełatwe doświadczenia i kiedy wydaje nam się, że to już koniec, dobrze jest wzbudzić w sobie wiarę w tę Bożą moc i ufnie o nią zawołać.
Bóg, choć sam nie ma początku ani końca, stał się dla człowieka początkiem i końcem (celem). Od Niego wychodzimy i ku Niemu zmierzamy. Niebo, nasz cel ostateczny, polega na wiecznie trwałej i raczej mało wyobrażalnej w tym życiu jedności z Panem. Na kontemplacji, w której z zachwytem do Niego przylgniemy, bez przeszkód i ograniczeń. Na bliskości, którą sam zainicjował, rodząc się z Maryi. Niemowlęcia nikt się nie boi, bo jest bezbronne i całkowicie zależne. Niemowlęciu odruchowo okazuje się miłość i troskę. Bierze się je na ręce i tuli. Niemowlęcia się broni, gdy zajdzie potrzeba.
Adam Mickiewicz napisał kiedyś tak: „Słowo stało się ciałem, ażeby na nowo, ciało twoje człowieku, powróciło w Słowo.” Co to znaczy? W antropologii chrześcijańskiej człowiek nie tyle ma ciało, co nim jest. Mieć mogę jakiś przedmiot, albo narzędzie. Narzędziem posługuję się, kiedy jest mi ono do czegoś potrzebne a potem odkładam je na bok. Samo narzędzie z reguły nie angażuje mnie osobiście. Bliższe jest mi raczej to, co przy jego pomocy wykonuję lub tworzę. Moje dzieło i ja to dwie różne rzeczywistości. W przypadku ciała rzecz ma się inaczej. Gdy „posługuję się” swoim ciałem, to zawsze angażuje mnie ono w najgłębszy możliwy sposób, ponieważ moje ciało – w odróżnieniu od młotka, wiertarki lub komputera – to ja. Jestem duszą i ciałem. Jeśli więc daję swoje ciało, to daję siebie. Kiedy ktoś rani moje ciało, to tym samym rani mnie. Ciało ma powrócić w Słowo, czyli ja sam mam wrócić do Boga, być bardziej na Jego podobieństwo.
Każdy z nas jest obrazem Stwórcy (imago Dei), ale na ile podobnym do „Oryginału” to już kwestia naszych wolnych wyborów. Grzech niszczy podobieństwo, a nawrócenie je odbudowuje. Najskuteczniej upodabniam się do Boga, kiedy – tak jak Jezus – przyjmuję względem Niego postawę małego dziecka, córki lub syna (imago Christi).
„Z Jego pełni wszyscy otrzymaliśmy łaskę po łasce!” Św. Augustyn mówił, że pierwszą łaską, jaką dostajemy i od której zależą pozostałe, jest wiara. C Komentarz do Liturgii Słowa na Drugą Niedzielę po Narodzeniu Pańskim (2 stycznia)ks. Grzegorz Mazur
Już trzeci raz czytamy ostatnio w liturgii prolog Janowej Ewangelii: w dzień Bożego Narodzenia, w ostatni dzień roku i dziś – w pierwszą niedzielę nowego roku, a drugą po Narodzeniu Pana.
Na początku nowego roku, Kościół przypomina nam o początku wszelkich początków, początku przez wielkie „P”, którym jest Bóg i Jego odwieczne Słowo. Ponieważ Słowo przyjęło ludzkie ciało i zamieszkało wśród nas, każdy moment ludzkiego życia, z rozpoczęciem nowego roku włącznie, może stać się zalążkiem rokujących zmian. Bóg, który jest Panem czasu, ma władzę przemienić każdy, najgorszy nawet koniec w nowy, obiecujący początek. Kiedy spadają na nas niełatwe doświadczenia i kiedy wydaje nam się, że to już koniec, dobrze jest wzbudzić w sobie wiarę w tę Bożą moc i ufnie o nią zawołać.
Bóg, choć sam nie ma początku ani końca, stał się dla człowieka początkiem i końcem (celem). Od Niego wychodzimy i ku Niemu zmierzamy. Niebo, nasz cel ostateczny, polega na wiecznie trwałej i raczej mało wyobrażalnej w tym życiu jedności z Panem. Na kontemplacji, w której z zachwytem do Niego przylgniemy, bez przeszkód i ograniczeń. Na bliskości, którą sam zainicjował, rodząc się z Maryi. Niemowlęcia nikt się nie boi, bo jest bezbronne i całkowicie zależne. Niemowlęciu odruchowo okazuje się miłość i troskę. Bierze się je na ręce i tuli. Niemowlęcia się broni, gdy zajdzie potrzeba.
Adam Mickiewicz napisał kiedyś tak: „Słowo stało się ciałem, ażeby na nowo, ciało twoje człowieku, powróciło w Słowo.” Co to znaczy? W antropologii chrześcijańskiej człowiek nie tyle ma ciało, co nim jest. Mieć mogę jakiś przedmiot, albo narzędzie. Narzędziem posługuję się, kiedy jest mi ono do czegoś potrzebne a potem odkładam je na bok. Samo narzędzie z reguły nie angażuje mnie osobiście. Bliższe jest mi raczej to, co przy jego pomocy wykonuję lub tworzę. Moje dzieło i ja to dwie różne rzeczywistości. W przypadku ciała rzecz ma się inaczej. Gdy „posługuję się” swoim ciałem, to zawsze angażuje mnie ono w najgłębszy możliwy sposób, ponieważ moje ciało – w odróżnieniu od młotka, wiertarki lub komputera – to ja. Jestem duszą i ciałem. Jeśli więc daję swoje ciało, to daję siebie. Kiedy ktoś rani moje ciało, to tym samym rani mnie. Ciało ma powrócić w Słowo, czyli ja sam mam wrócić do Boga, być bardziej na Jego podobieństwo.
Każdy z nas jest obrazem Stwórcy (imago Dei), ale na ile podobnym do „Oryginału” to już kwestia naszych wolnych wyborów. Grzech niszczy podobieństwo, a nawrócenie je odbudowuje. Najskuteczniej upodabniam się do Boga, kiedy – tak jak Jezus – przyjmuję względem Niego postawę małego dziecka, córki lub syna (imago Christi).
„Z Jego pełni wszyscy otrzymaliśmy łaskę po łasce!” Św. Augustyn mówił, że pierwszą łaską, jaką dostajemy i od której zależą pozostałe, jest wiara. Czy wierzę w to, że rozpoczynający się rok, może dzięki Bożej bliskości, stać się nowym, zmieniającym wszystko początkiem, a nie tylko kolejną powtórką z przeszłości? Czy pielęgnuję w sercu wolność dziecka Bożego, które pozwala się poprowadzić i o siebie zatroszczyć? Czy chcę powrócić w Słowo? Czy daję Mu wiarę? Czy pielęgnuję w sercu wolność dziecka Bożego, które pozwala się poprowadzić i o siebie zatroszczyć? Czy chcę powrócić w Słowo? Czy daję Mu wiarę?
