Komentarz do Liturgii Słowa na 33. niedzielę zwykłą (14 listopada) – ks. Grzegorz Mazur

𝑷𝒊𝒆𝒓𝒘𝒔𝒛𝒆 𝒄𝒛𝒚𝒕𝒂𝒏𝒊𝒆 (Dn 12, 1-3)

𝑷𝒔𝒂𝒍𝒎 (Ps 16 (15), 5 i 8. 9-10. 11 (R.: por. 1b))

𝑫𝒓𝒖𝒈𝒊𝒆 𝒄𝒛𝒚𝒕𝒂𝒏𝒊𝒆 (Hbr 10, 11-14. 18)

𝑨𝒌𝒍𝒂𝒎𝒂𝒄𝒋𝒂 (Por. Łk 21, 36)

𝑬𝒘𝒂𝒏𝒈𝒆𝒍𝒊𝒂 (Mk 13, 24-32)

Powoli kończymy lekturę Ewangelii według św. Marka, która towarzyszyła nam przez cały mijający rok liturgiczny. Dziś otrzymujemy dość trudny tekst – mowę o rzeczach ostatecznych. Ostatecznie ważnych. „Niebo i ziemia przeminą – zapowiada Pan Jezus – ale słowa moje nie przeminą”.

Jak wygląda moja osobista wierność Słowu Pana? Czy czytam je w Biblii, czy proszę o nie na modlitwie? Czy nad nim medytuję? Czy się nim dzielę? Czy wierzę w to, że Słowo Boże, choćbym znał je na pamięć i powtarzał po wielokroć, zawsze na nowo może się wydarzyć, coś ważnego przekazać lub sprawić?

O czym mówi nam dziś Słowo Ewangelii? Mówi nie tyle o końcu świata, choć tak bywa interpretowane, ile o tryumfie ludu świętych, który nastąpi po czasie ucisku i próby. Będzie to zarazem tryumf Pana Jezusa: Syna Człowieczego, Mesjasza i Zbawcy. My, chrześcijanie, nie czekamy na Jego przyjście bezczynnie. Ewangelia, używając przykładu figowca, zachęca nas do konkretnego działania: rozeznawania znaków czasu.

Jak to robić? Najpierw żyjąc Słowem – uczymy się wtedy czytać rzeczywistość w Jego świetle. Papież Jan XXIII, który wprowadził wyrażenie „znaki czasu” do nauczania społecznego Kościoła wyjaśniał, że obejmuje ono wszystkie pozytywne wartości i tendencje społeczne, to co w świecie dobre, a niekoniecznie i nie zawsze związane z wiarą i religią, np. podkreślanie znaczenia godności i wolności ludzkiej oraz praw człowieka, zmniejszanie obszarów biedy i nędzy, troska o stworzenie. Sobór watykański II uczy, że przez znaki czasu, a mogą nimi być także konkretne sytuacje i wydarzenia, Bóg zawsze chce nam coś powiedzieć. Trzeba tylko rozeznać te znaki, tzn. upewnić się, czy faktycznie pochodzą od Pana i nie przeczą Jego Słowu.

Czy pytam Pana Boga na modlitwie o to co spotyka mnie w życiu? 
Jakie ma to znaczenie, nie tylko tak po ludzku, ale przede wszystkim w Jego planach? 
Jeśli dostałem nową pracę – może są tam ludzie, do których Pan posyła mnie ze słowem nadziei lub wsparcia? 
Jeśli przytrafiło mi się nieszczęście albo straciłem kogoś bliskiego i przeżywam żałobę – może Pan poszerza tym doświadczeniem moje serce i wyposaża na dalszą drogę? 
Jeśli dotyka mnie niezrozumienie i krzywda – może Pan właśnie uczy mnie przebaczenia i zawierzenia?

Bóg lubi działać w konkrecie wydarzeń. Czy zwracam na nie uwagę, zapisuję, poddaję refleksji? Czy pytam na modlitwie o ich znaczenie? W ekonomii Bożej nic się nie marnuje. To co po ludzku wydaje się stratą, w Bożych planach okazuje się zazwyczaj źródłem oczyszczenia, miejscem błogosławieństwa, odnowy i wzrostu. Prośmy o łaskę takiego patrzenia, zwłaszcza na przeżycia trudne, które Słowo nazywa uciskiem lub próbą. Prośmy o umiejętność czytania znaków czasu i posłuszeństwo Duchowi Świętemu, który prowadzi nas do rzeczy naprawdę ważnych – ostatecznych.
 

Leave a Comment