Komentarz do Liturgii Słowa na XXXII Niedzielę zwykłą, o. Grzegorz Mazur OP/Mk 12,38-44

„Strzeżcie się uczonych w Piśmie. Z upodobaniem chodzą oni w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku, pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach. Objadają domy wdów i dla pozoru odprawiają długie modlitwy. Ci tym surowszy dostaną wyrok”.


Słowa te padają dziś w Ewangelii z ust Pana Jezusa. Wraz z paralelnym fragmentem u św. Mateusza (23,1-12) uznawane są przez niektórych za wyraz sprzeciwu wobec władzy w Kościele, a ściślej przeciwko hierarchii, dyscyplinie i różnym nierównościom. Czyż nie jesteśmy wszyscy siostrami i braćmi w Chrystusie? Przecież
On nie czyni między nami różnic, wszystkich kocha tak samo. Wprowadzanie dysproporcji w nasze siostrzane i braterskie relacje niczemu dobremu nie służy. A każda władza, zwłaszcza ta zinstytucjonalizowana, wcześniej czy później deprawuje i korumpuje.


Wczytując się głębiej w Nowy Testament, trudno jednak przyjąć tak jednoznaczną interpretację. Sam Pan Jezus wybrał przecież Dwunastu, by pełnili funkcje pasterskie. Podział charyzmatów, opisywany na przykład w listach Pawłowych, również wprowadza nierówności. Odpowiada on różnorodności darów i posług, a te z kolei
stanowią o bogactwie Kościoła. Dobrze, że mamy biskupów, duszpasterzy, profesorów, organizatorów: duchownych, zakonnych i świeckich. Dobrze, że mamy w Kościele takie mnóstwo instytutów apostolskich, ruchów i wspólnot modlitewnych, a wraz z nimi sposobów posługi i ewangelizacji. W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus nie
występuje przeciw temu bogactwu. Nie wydaje się też by krytykował władzę lub instytucję jako taką, ale raczej związane z nimi nadużycia. Władza oraz służba w Kościele (od pasterskiej i liderskiej począwszy) winny zawsze zabezpieczać dobro wiernych. Nadmierne ambicje, szukanie chwały w stanowiskach, honorach i tytułach,
dążenie do zaszczytów za wszelką cenę, oglądanie się w lustrze czyichś opinii, potwierdzanie własnej wartości w osiągniętych zyskach lub sprawowanych funkcjach – wszystko to grozi nam wszystkim, nie tylko osobom, którym powierzono jakąś większą odpowiedzialność lub władzę. I chyba w tym szerszym kluczu najlepiej
spojrzeć na trudne słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii.

Faryzeuszów i uczonych w Piśmie krytykowano za rozdźwięk między tym, za czym oficjalnie się opowiadali i czego nauczali, a tym jak żyli. Ich problem polegał na zbyt mocnym akcentowaniu zewnętrznych form religijnych (nierzadko pustych), na przeroście formy nad treścią i w konsekwencji na znacznym zagubieniu tej ostatniej. Z
tych samych powodów krytykowani są dzisiaj niektórzy biskupi, księża, zakonnicy i wierni świeccy. Pytanie, czy żyję w zgodzie z samym sobą, tzn. z tym, co mówię i robię. Na jakim własnym wizerunku zależy mi w oczach innych? Czy odpowiada on prawdzie? Za czym idę, w jakie wartości na co dzień inwestuję?

Istotą wiary nie jest moralność rozumiana jako posłuszeństwo zewnętrznym normom i przykazaniom; nie jest nią pobożność realizująca się w widocznych z boku religijnych praktykach. Najważniejsza w wierze jest duchowość, a więc relacja z Jezusem, ożywiana od wewnątrz łaską Ducha. Bycie Jego uczniem w procesie weryfikowanym
przez Kościół. To jak o Nim myślę, co o Nim mówię. Czy w ogóle cokolwiek mówię?
W wielu domach chrześcijan rodzice nie modlą się z dziećmi, nie rozmawiają z nimi o Jezusie, nie czytają ani nie dzielą się Bożym Słowem. Nie są świadkami. Za to co tydzień chodzą do Kościoła i wykonują różne pobożne praktyki. Religijność u takich osób ma się całkiem dobrze, za to duchowość poważnie nie domaga.
Jak jest u mnie? W jaki sposób mogę się pomodlić, by skutecznie odpowiedzieć na usłyszane dziś w Ewangelii słowa Pana?