Wiersz pt. „Do moich uczniów” – ks. Jan Twardowski

Powstał w 1951 roku, gdy ks. Jan był w swojej pierwszej parafii. Uczył wówczas religii dzieci niepełnosprawne intelektualnie w Żbikowie i Koszajcu. W tamtych latach takie dzieci były traktowane zupełnie inaczej niż obecnie. Rodziny nierzadko wstydziły się ich,  nazywano je po prostu niedorozwiniętymi, albo nawet głupimi dziećmi.

Ksiądz-poeta zwraca się do nich serdecznie, z czułością, nie stroni od żartu. Pamięta je, przywołuje z imienia. Nawiązując do Ewangelii możemy powiedzieć, że jak Dobry Pasterz, zna swoje owce, i one go znają.

„Do moich uczniów”

Uczniowie moi, uczenniczki drogie,
ze szkół dla umysłowo niedorozwiniętych,
com wam uczył lat kilka, stracił nerwy swoje,
i wam niechaj poświęcę kilka wspomnień świetych.

Jurku, z buzią otwartą, dorosły głuptasie-
gdzie się teraz podziewasz, w jakim obcym tłumie –
czy ci znów dokuczają na pauzie i w klasie –
i kto twe smutne oczy nareszcie zrozumie.

Janko Kosiarska z rączkami sztywnymi,
z noskiem co się tak uparł, że został króciutki –
za oknem wiatr czerwcowy z pannami ładnymi –
a tobie kto daruje choć uśmiech malutki.

Pamiętasz tamta lekcję, gdym o niebie mówi,
te łzy co w okularach na religii stają –
właśnie o robotnikach myślałem z winnicy,
co wołali na dworze – nikt nas nie chce nająć.

Janku bez nogi prawej, z duszą pod rzęsami –
grubasku i jąkało – osowiały, niemy –
Zosiu coś wcześnie zmarła, aby nóżki krzywe
szybko okryć żałobnym cieniem chryzantemy.

Wojtku wiecznie płaczący i ty coś po sznurze
drapał się, by mi ukraść parasol, łobuzie –
Pawełku z wodą w głowie i ty niewdzięczniku
coś mi żaby położył na szkolnym dzienniku.

Czekam na was, najdrożsi, z każdą pierwszą gwiazdką –
ze srebrem betlejemskim co w pudełkach świeci –
z barankiem wielkanocnym. – Bez was świeczki gasną –
i nie ma żyć dla kogo.
Ten od głupich dzieci.

Dodaj komentarz